Opisujemy sklep internetowy z urządzeniami do ogrodu, który miał dobrą ofertę, a w Google pokazywał wiele adresów, które niczego nie sprzedawały. Dowiesz się, co znaleźliśmy podczas audytu, w jakiej kolejności szły poprawki, jakie zasady Google stoją za każdą z nich i co dzięki nim się zmieniło. Nazwy firmy, marek i liczb nie podajemy, bo poufność danych zleceniodawców jest dla nas zasadą.
Z jakim problemem przyszedł do nas właściciel?
Właściciel zapytał, dlaczego mimo rosnącej oferty jego e-sklep nie pojawia się wyżej na nazwy towarów i kategorii. Ruch z wyszukiwarki był, ale w dużej części trafiał tam, gdzie nie dało się nic kupić, np. na listę tagów albo na podgląd zdjęcia produktu.
Sklep działał od kilku lat, przeszedł wymianę wtyczek i motywu, a po każdej takiej operacji zostawały kolejne ustawienia. Nikt nie przeglądał ich razem, bo z perspektywy kupującego wszystko było w porządku: koszyk przyjmował zamówienia, płatności przechodziły, kurierzy odbierali paczki.
Co pokazał audyt sklepu?
Audyt pokazał, że Google indeksował obok produktów i kategorii mnóstwo adresów pomocniczych: listy tagów, strony załączników z biblioteki mediów i ekrany techniczne motywu. Część z nich powielała tę samą zawartość, a większość nie miała własnego opisu w wynikach wyszukiwania.
Podstrony załączników to znany mechanizm WordPressa. Od wersji 6.4 nowe instalacje przekierowują je na sam plik, ale w domenach założonych wcześniej po aktualizacji zostają włączone, więc każde wgrane zdjęcie nadal ma osobny adres z szablonem motywu.
Drugi kłopot dotyczył nagłówków w wynikach. Wszystkie powstawały z jednego wzoru z doklejoną nazwą firmy, więc na liście Google wyglądały podobnie, a teksty pod nimi brały się z krótkiego wstępu karty, przez co przy części towarów były ucinane, a przy innych puste.
- W indeksie było więcej podstron pomocniczych niż sprzedażowych.
- Fragmenty w Google nie odróżniały asortymentu od siebie.
- Mapa strony zgłaszała także rodzaje URL-i, które nie powinny tam trafiać.
- Część ustawień zależała od wtyczki, której darmowa wersja ograniczała konfigurację.
Dlaczego adresy pomocnicze w indeksie szkodzą sklepowi?
Adresy pomocnicze szkodzą, bo konkurują z produktami o miejsce w wynikach: gdy kilka zbliżonych podstron dotyczy tego samego tematu, Google sam wybiera wersję kanoniczną i nie zawsze trafia w tę, na której zależy właścicielowi. Klient, który wpisze nazwę urządzenia, widzi wtedy czasem listę tagów albo plik ze zdjęciem zamiast karty z ceną i przyciskiem "Do koszyka".
Drugi koszt dotyczy skanowania, ale tu trzeba zachować proporcje. Google pisze, że budżet indeksowania to problem dużych domen, orientacyjnie od 1 miliona unikalnych URL-i aktualizowanych co tydzień albo od 10 000 zmienianych codziennie, a mały sklep rzadko dochodzi do tej skali. Przy średnim katalogu większym kłopotem jest to, co widzi kupujący w wynikach, a nie to, jak często zagląda robot.
Jakie zmiany wprowadziliśmy?
Zmiany objęły indeks, fragmenty w Google, mapę strony i plik robots.txt, a przed startem prac powstała pełna kopia sklepu. Po każdym etapie sprawdzaliśmy rezultat na wszystkich adresach, a nie na próbce.
- Indeks: listy tagów, strony załączników i ekrany techniczne dostały znacznik noindex, a produkty, kategorie i informacje dla kupujących zostały widoczne.
- Fragmenty w Google: dotychczasowe meta-title i meta-description przenieśliśmy jeden do jednego do nowej wtyczki, bez utraty żadnego wpisu, a puste pola trafiły na listę do uzupełnienia.
- Sitemap: plik zgłasza teraz wyłącznie adresy, które mają być w Google.
- Plik robots.txt: przywróciliśmy reguły, które chronią koszyk i formularz zamówienia przed zbędnymi wizytami crawlera.
Kolejność nie była przypadkowa. Tag noindex działa tylko wtedy, gdy Googlebot może wejść na podstronę, bo przy blokadzie w robots.txt nigdy go nie odczyta, dlatego adresów przeznaczonych do wycofania z wyników nie zamykaliśmy regułą Disallow.
Co dały porządki w indeksie?
Porządki sprawiły, że e-sklep pokazuje Google przede wszystkim to, co sprzedaje: karty produktów, kategorie i informacje dla kupujących. Adresy pomocnicze przestały konkurować z asortymentem o miejsce w wynikach, a mapa strony jasno wskazuje wyszukiwarce, które podstrony liczą się dla przychodu.
Wycofywanie zbędnych pozycji z indeksu trwa, bo Google musi je ponownie odwiedzić i odczytać noindex, a według dokumentacji przy mniej popularnych linkach może to zająć nawet kilka miesięcy. Właściciel zyskał też prostsze narzędzie: fragment każdej podstrony w wynikach uzupełnia sam, w jednym miejscu, bez obchodzenia ograniczeń wtyczki, a kolejne opisy kategorii i towarów pod frazy klientów powstają już na uporządkowanym fundamencie.
Czego uczy ten przypadek właścicieli sklepów?
Historia tego e-sklepu uczy, że strona może działać bez zarzutu dla kupujących i jednocześnie wysyłać Google mylące sygnały. Każda wymiana wtyczki, motywu albo systemu zostawia ustawienia, których potem nikt nie przegląda, a ich skutki widać dopiero w wynikach wyszukiwania.
- Po każdej większej zmianie technicznej zajrzyj w Search Console do raportu Strony: ile adresów jest zaindeksowanych i jakie to typy.
- Sprawdź, czy na nazwę towaru Google wyświetla kartę z ceną, czy inną podstronę sklepu.
- Przed wymianą wtyczki SEO spisz wszystkie jej ustawienia, żeby przenieść je w całości.
- Nie zgłaszaj w mapie niczego, czego nie chcesz widzieć w wynikach; jeden plik sitemap mieści do 50 000 adresów, więc większy katalog dzielisz na kilka plików.
Jeżeli nie masz czasu przechodzić tego samodzielnie, nasz audyt strony zbierze takie problemy w raporcie z kolejnością napraw. Jak sprawdzić, czy dana podstrona jest w ogóle w indeksie, opisujemy w poradniku o niewidoczności w Google. Typowe pułapki e-commerce zebraliśmy w tekście o błędach w pozycjonowaniu e-sklepu.
Dlaczego jednakowe meta-title i opisy w wynikach przeszkadzają?
Powtarzalne meta-title przeszkadzają, bo kupujący nie odróżnia na liście wyników dwóch kart, a Google w dokumentacji o linkach tytułowych wprost odradza szablonowy tekst w tym znaczniku. Przy sklepie ten sam schemat "kategoria | firma" na setkach adresów daje listę, w której wszystko wygląda tak samo.
Z opisami jest podobnie. Google tworzy fragment pod nagłówkiem wyniku głównie z treści samej karty, a meta-description bierze wtedy, gdy lepiej streszcza zawartość, i zaleca osobny opis dla każdego adresu. Długość nie ma sztywnego limitu, ale dłuższy tekst zostaje ucięty do szerokości ekranu, więc pierwsze zdanie powinno nieść nazwę produktu i jego wyróżnik.
Jak wyglądała współpraca z klientem?
Współpraca zaczęła się od audytu, a o zakresie poprawek zdecydował właściciel po przeczytaniu raportu. Kolejność była stała: kopia całego sklepu, zmiany techniczne, kontrola wszystkich adresów i dopiero potem następny etap.
Każdy krok został opisany: co było wcześniej, co jest teraz i jak to zweryfikować. Właściciel wie więc, co dokładnie zmieniło się w jego sklepie, a przy następnej aktualizacji wtyczek czy motywu ma punkt odniesienia.
Co sprawdzisz sam w Search Console w kwadrans?
W kwadrans sprawdzisz, czy Twój sklep ma podobny problem: wystarczą dwa widoki, Strony oraz raport wyników wyszukiwania. Pierwszy pokazuje, jakie typy podstron Google zaindeksował, z listą do 1 000 przykładów w każdej grupie, drugi, które z nich zbierają wyświetlenia.
- W widoku Strony otwórz listę zaindeksowanych i przejrzyj przykłady: czy są tam tagi, pliki graficzne, wyniki wyszukiwarki wewnętrznej.
- W raporcie wyników wybierz kartę Strony i posortuj po wyświetleniach: na górze powinny stać kategorie i produkty.
- Wpisz w filtrze nazwę jednego z bestsellerów i zobacz, który link Google pokazuje na tę frazę.
- Otwórz plik sitemap w przeglądarce i sprawdź, jakie grupy adresów zgłaszasz.
Jeśli w którymś punkcie widzisz coś innego niż sprzedaż, przyjrzyj się ustawieniom indeksowania, zanim zainwestujesz w nowe treści.
Twój sklep pokazuje w Google nie to, na czym Ci zależy? Napisz do nas, sprawdzimy, co trafia do indeksu i dlaczego.


















